No to do godziny zero mamy już mniej niż 3 miesiące.
Tydzień zaczął się nam niemalże tradycyjnie wizytą w kościele…niewiele wskóraliśmy- ksiądz Krzysztof zapisał nas do parafii Finchley- Highgate i kazał pojawić się w środe na spisywanie umowy przedmałżeńskiej.
Poniedziałek wieczór spedziliśmy u mnie w biurze, jakoże kończymy sprawozdanie z zeszłego roku finansowego i trzeba było wypocić raport z porównania budżetów…przy okazji sprawdziliśmy jak i czy działa alarm…spalił nam się tost w opiekaczu i przyjechała straż pożarna…nie byli najszczęśliwsi…
We wtorek staraliśmy się sprzątnąć troche nasz domek….staraliśmy się!
Środa…spotkanie u księdza- Krzysiu jest zakręcony maksymalnie, ale dobra z niego dusza. Spytał Neila, czy w przeszłości nie był zakonnikiem…cóż…te siwe włosy!
Czwartek- Neil musiał doręczyć zaświadczenie ksiedzu Krzysztofowi, że nie miał jeszcze żony…2 godziny na telefonie do taty…ostatnio mamy bardzo dużo sobie do powiedzenia.
Piątek…siedze i pisze…Neil pojechał do domu, bo niedługo jest dzien matki i jej urodziny…
A ja sobie w samotności znosze w biurze jajo…ale chyba już czas iść/jechać do domciu.
Pozdrawiam
Asia






