Wesele Asi i Neil’a 24 May 2008

Just another WordPress.com weblog

Kilka innych ważnych informacji maj 17, 2008

Zaszufladkowany do: Takie tam... — jjnwwesele @ 8:47 pm

Antoine de Saint-Exupery: Miłość nie polega na wzajemnym wpatrywaniu się w siebie, ale na wspólnym patrzeniu w tym samym kierunku.

Został nam niecały tydzień…w sumie wszystko się jakoś układa- czasami pod górke, czasami z górki…ale zawsze do przodu.

Dzisiaj zaliczyliśmy spowiedz, jutro dzwonie do Pana od transportu w celu potwierdzenia wszystkiego co ustaliliśmy…restauracja zamku w Rydzynie a właściwie właściciel…jak mam to najdelikatniej określić…ból.

Sam zamek- super….kwiaciarka…dostała po uszach i jakoś to będzie…zespół…podobno nauczył sie piosenek, o które zabiegaliśmy…

W poniedziałek idziemy na szczepienia na żółtaczke, cholerę (tu już nie pomoze- już mnie wzieła i tężec..

Jeżeli są jakieś pytanka- dawać…pomożemy…ale wygląda na to, że wszyscy już wszystko się dowiedzieli i każdy szykuje się na dobrą impreze…i tak trzymać!!!

 

Pozdrawiamy

 

Asia i Neil 

 

Najważniejszy dzień… maj 17, 2008

Zaszufladkowany do: Takie tam... — jjnwwesele @ 8:35 pm

Drodzy Moi!

Zbliżamy się do końca naszych wypocin. Chodzi mi po głowie taka piosenka:

MuchyNajważniejszy dzień

Jedna gra, jeden dzień, kiedy czekasz,
Jeden prąd, jeden front, emocje nie na sprzedaż.
Właściwe miejsce i czas to dużo więcej niż gra,
To jest ważne, to się stanie, to się dzieje teraz.
To się stanie, to się dzieje teraz!

Czy już wiesz, czy chcesz, czy już jesteś w grze?
Czy rozumiesz i potrafisz opowiedzieć się?
Czy już wiesz, czy chcesz, czy już jesteś w grze?
Czy już czujesz, że się zbliża najważniejszy dzień?

Najważniejszy dzień…

Jeden głos, podanie rąk, jeden przekaz.
Nowy sens, nowa treść, wspólny temat.
Właściwe miejsce i czas to dużo więcej niż gra,
To jest ważne, to się stanie, to się dzieje teraz.
To się stanie, to się dzieje teraz!

Czy już wiesz, czy chcesz, czy już jesteś w grze?
Czy rozumiesz i potrafisz opowiedzieć się?
Czy już wiesz, czy chcesz, czy już jesteś w grze?
Czy już czujesz, że się zbliża najważniejszy dzień?

Najważniejszy dzień…

Jak by ktos chciał posluchać na YouTube:

 

 

Ślub i wesele- Brytyjskie tradycje część 2 marzec 10, 2008

Zaszufladkowany do: Takie tam... — jjnwwesele @ 2:36 pm

 PRZENOSZENIE PANNY MŁODEJ PRZEZ PRÓG

Jak się wydaje, są dwa wyjaśnienia tej tradycji, według której pan młody własnoręcznie przenosi swą wybrankę przez próg domu. Po pierwsze to sposób na ochronę panny młodej przed złymi duchami, które czają się pod progiem. Drugie wyjaśnienie sięga czasów Rzymskich, kiedy wierzono, że jeżeli nowopoślubiona panna młoda potknie się przechodząc przez próg domu pana młodego, przyniesie to pecha i zaszkodzi małżeństwu. Tak więc przeniesienie panny młodej przez próg zapobieże takim nieszczęściom. Nie jest jednak jasne co się stanie, jeżeli to pan młody potknie się lub upuści swą małżonkę.

TRZECI PALEC, LEWA RĘKA

Tradycyjnie pierścionej zaręczynowy i obrączka noszone są na trzecim palcu lewej ręki. Choć jednak pochodzenie tego zwyczaj u nie jest precyzyjnie określone, jednak są dwa powszechne przekonania co do tego. Jeden nawiązuje do XVII wieku, kiedy podczas kościelnego ślubu ksiądz podczas ceremonii ślubnej dotykał trzech pierwszych palców lewej ręki (wliczając kciuk) mówiąc “w imię Ojca, Syna i Ducha świętego)”. Druga tradycja nawiązuje do staroegipskiego wierzenia, wedle którego palec noszący obrączkę jest poczatkiem “vena amoris”, żyły miłości, która prowadzi aż do serca, co znaczy, że mając pierścień na tym palcu ma się go najbliżej serca.

OPUSZCZANIE MIEJSCA ŚLUBU

W minionych stuleciach brytyjska panna młoda wracała z nowym mężem do domu inną drogą niż ta którą przybyła do kościoła z ojcem. Zwyczaj ten mógł się narodzić jako próba uniknięcia ‘pranks’, który często kończył się kidnapingiem, ale symbolizuje również nową drogę życia, którą obrała.

BANNS

Banns of marriage były wymagane na obszarach pod brytyjską władzą, wliczając w to Walię, Szkocję i Irlandię. Zawierało ogłoszenie w kościele na trzy tygodnie przez datą ślubu. Miało to zapobiec małżeństwom zawieranym w pośpiechu i dawało czas na reakcję wszystkim zainteresowanym. Także i dzisiaj wedle obowiązującego w Irlandii prawa istnieje obowiązek poinformowania o ślubie na trzy miesiące przed jego planowanym terminem.

 

Pierwszy Tydzień Marca marzec 10, 2008

Zaszufladkowany do: Takie tam... — jjnwwesele @ 1:47 pm

Neil chyba nigdy nie znudzi sie podróżowaniem. W zeszły weeken pojechał do Walii- simiejemy się, że był za granicą, bo niby jedno zjednoczone królestwo, ale mentalność zgoła inna…

Mnie poprzedni weeken minąl pod znakiem szycia…z tego wszystkiego popsułam maszynę do szycia i czeka mnie wyprawa do sklepu w celu wyegzekwowania naprawy na gwarancji. Jak to ustaliłam z ekspertem- moim Tatą…jeżeli igła uderza w czółenko…to bardzo nie dobrze…oddać do naprawy…co też uczynię w niedalekiej przyszłości.

Poniedziałek- poszliśmy z Anką Charzyńską do kina na „Bank Job”- dobre, ale „Snatch” jakoś bardziej mi się podobał.

Wtorek…byliśmy zbyt zmęczeni, zeby zrobić cokolwiek…no to może przejdzmy do soboty…pojawila sie spora konfederacja świętujących fakt, że i ja i Kamil przeżyliśmy kolejny rok na tej planecie.

Absolutnym hiciorem byl prezen, który pod postacią krowy mieścił w sobie latarke!

Kilka osób oświeciło nas czy sie zamierzają pojawić na naszym weselu…hmm…ciesze sie tylko, że nie dostaje odmownych odpowiedzi, takich jak laski wypisują na forum:

http://www.netwesele.pl/forum/index.php?showtopic=8671

Poczytajcie, samo życie: czasem śmieszne, czasem tragiczne, szczególnie jak się ludziom wydaje, że są zżyci z ludzmi, których zapraszają, a potem ci ludzie rzucają w nich mięsem. Nasi krewni i znajomi, poza jednym wyjątkiem (nie tak tragicznym, bo oczekiwanym), jak narazie dość godnie i roztropnie mówili nam nie.

Wiadomo…każdy ma swoje priorytety, tymbardziej będziemy się cieszyli tymi ludzmi, którzy nas ustawili na pierwszej pozycji tego dnia i podejmują dla nas czasami dość forsowny wysiłek- wszyskim wam brawo! Tym, których z nami 24 maja nie będzie i mieli nam odwagę powiedzieć dlaczego nie- wyrazy uszanowania! A reszte- cóż….pozdrawiamy.

Neil wreszcie zdecydował się na piosenkę, którą zatańczy ze swoją matką- jedno z listy!

Jeszcze kilka rzeczy do załatwienia, ale w gruncie rzeczy jesteśmy do przodu bardziej, niz bym się tego spodziewała.

Byłabym wdzieczna, gdybyście dali znać, jak się was spodziewać(szczególnie chodzi tu o tych, którzy przylatują z różnych stron śwata). Wygląda na to, że będą zorganizowane 3 minibusy z Poznania z lotniska Ławica: 1- piątek koło 12.00 jadący prosto do Rydzyny; 2- piątek koło 16.00 jadący prosto do Rydzyny; 3-sobota, tymczasem nie potwierdzony, koło 12,00 jadący prosto do Przemętu (wszystko zależy ile osób się zbierze).

Jeżeli przyjedziecie do Przemętu przed 15.00- zapraszam do nas do domu- dajcie znać jeżeli nie znacie adresu, to prześlę wraz z mapką dojazdu…ale może opublikuje to jeszcze raz jako osobny post…nie każdy czyta takie tam…

Pozdrawiam

Asia

 

Komentarze od obcych marzec 6, 2008

Zaszufladkowany do: Takie tam... — jjnwwesele @ 7:03 pm

To dla tych wszystkich, którzy trafili tu przez przypadek i mają na różne tematy odmienne od naszego zdanie…zachowajcie je dla siebie.

Nasi przyjaciele są z nami nie przez przypadek, a skoro nimi nie jesteście, to ja odbieram wam prawo głosu w sprawie naszego wesela, życzeń, miejsca ślubu,(…) bo ta sprawa was NIE dotyczy.

Niemniej jednak pozdrawiam i życzę powodzenia w organizacji własnego wesela.

 Asia

 

Gadzet marzec 5, 2008

Zaszufladkowany do: Takie tam... — jjnwwesele @ 8:43 pm
 

Ostatni tydzien lutego luty 29, 2008

Zaszufladkowany do: Takie tam... — jjnwwesele @ 9:01 pm

monk.jpg

No to do godziny zero mamy już mniej niż 3 miesiące.

Tydzień zaczął się nam niemalże tradycyjnie wizytą w kościele…niewiele wskóraliśmy- ksiądz Krzysztof zapisał nas do parafii Finchley- Highgate i kazał pojawić się w środe na spisywanie umowy przedmałżeńskiej.

Poniedziałek wieczór spedziliśmy u mnie w biurze, jakoże kończymy sprawozdanie z zeszłego roku finansowego i trzeba było wypocić raport z porównania budżetów…przy okazji sprawdziliśmy jak i czy działa alarm…spalił nam się tost w opiekaczu i przyjechała straż pożarna…nie byli najszczęśliwsi…

 We wtorek staraliśmy się sprzątnąć troche nasz domek….staraliśmy się!

Środa…spotkanie u księdza- Krzysiu jest zakręcony maksymalnie, ale dobra z niego dusza. Spytał Neila, czy w przeszłości nie był zakonnikiem…cóż…te siwe włosy!

 Czwartek- Neil musiał doręczyć zaświadczenie ksiedzu Krzysztofowi, że nie miał jeszcze żony…2 godziny na telefonie do taty…ostatnio mamy bardzo dużo sobie do powiedzenia.

Piątek…siedze i pisze…Neil pojechał do domu, bo niedługo jest dzien matki i jej urodziny…

A ja sobie w samotności znosze w biurze jajo…ale chyba już czas iść/jechać do domciu.

 Pozdrawiam

Asia

 

Kolejnych parę dni minęło luty 20, 2008

Zaszufladkowany do: Podróż Poślubna, Takie tam... — jjnwwesele @ 1:37 pm

s506081941_619912_2102.jpg

Oj tak, już jedna z imprez za nami, a właściwie za Neilem.

U nas też podobno zaczęły się szleńcze wieczory kawalerskie, dla wyjaśnienia…na Wyspach Brytyjskich to raczej tradycyjny przymus. Szperając w necie znalazłam coś w tym stylu:

This custom originated from Ancient Greece where Spartan soldiers would celebrate with their male friends the night before their wedding day. The idea behind this was to offer reassurance that although he was about to embark on married life he would not forget their friendship.

On the night much merriment would be had in the smashing of glass and the making of noise in an attempt to ward off evil spirits which were thought to gather around the bride and groom on the wedding day.

Funny how that sounds like many stag nights in the 21st Century!

Hmm…mieszane uczucia na temat tego wyjaśnienia, chociaż nasza rzeczywistość wcale nie odbiega od tego co kultywowali starożytni…no może się to trochę rozszalało.

Na szczęście Neil wrócił cały, chociaż nie zdrowy (można się było spodziewać przeziębienia po tych płóciennych portkach).

Chciałam także ogłosić wszem i wobec, że mamy już potwierdzenie ukończenia kursu przedmałżeńskiego.

Niestety nadal nie udało nam się zarejestrować w parafii, do tego sprytny ksiądz przypilnował, żebyśmy zostali na gorzkich żalach…w niedziele znowu idziemy do kościoła…tym razem nie popuszczę draniowi (żartuje tylko).

A tak…hmm…zaczyna sie szczegółowe planowanie, dopinanie lotów…mętlik.

Wystartowała już jakiś czas temu strona internetowa, na której główny nasz dowódca Darek Rusjan poci sie na temat naszej wyprawy na Syberię itd:

http://www.szlakiemtranssyberyjskim.pl/

Niby jest tam też angielska wersja….ale menu jakoś nie bardzo chce być angielskie.

Darek odwiedził nas w zeszły weekend…pomyśleć, że ma dopiero 19 lat…

Pozdrawiam

Asia

 

Był sobie styczeń luty 1, 2008

Zaszufladkowany do: Takie tam... — jjnwwesele @ 5:38 pm

I znowu minął miesiąc….jakoś tak szybko wszystko leci…w sumie jeżeli chodzi o wesele, to nie jest tak źle…jakos się do tej pory samo mniej- więcej toczy. Systematycznie chodzimy do kościoła co wtorek…jeszcze 2 spotkania, no i msza, bo w końcu musimy zapisać się do parafii. Ksiądz jest bardzo rozsądny i bynajmniej na naukach przedmałżeńskich o pierdołach nam nie gada…w sumie to co mówi ma nawet sens… Miesiąc styczeń był raczej spokojny, chociaż na bardzo krótki weekend pojechalismy do miasta Aahus w Danii- urokliwe i napewno pojedziemy tam jeszcze raz w miesiącach letnich. Odwiedziliśmy także rodzinę w Walii, by ich uspokoić, że na śyberie nie wyjeżdżaja, w Polsce jest zazwyczaj cieplej niż w UK, a załatwienie fryzjera, to naprawdę nie wyczyn. Za troszkę wiecej niż tydzień przyjeżdża do nas Darek- nasz fotograf i współuczestnik wyprawy. Zaczynam troche ścigać catering o sposób ułożnia stołów itd… Staram się przekonać Tatę, jak i gdzie zrobić poprawiny…Neil własnie pojechał do Kolonii na swój wieczór kawalerski (zasadniczo weekend). Oczekuję, że wroci zdecydowanie przed kwietniem…mam nadzieje, ze owłosienie, a w szczególnosci brwi Neila, będą na swoim miejscu… Mam nadzieję, że dorwię sie do jakiegoś zdjęcia by je tu opublikować.. Kota nie ma- myszy harcują…mam w domu parę butelek Sangrii i bynajmniej w domu nie bede cały czas sama w ten weekend.Pozdr Jarcyś

 

Powroty styczeń 3, 2008

Zaszufladkowany do: Takie tam... — jjnwwesele @ 4:16 pm

koscielisko.jpg

Witam,

Minął kolejny miesiąc i tak naprawde niewiele się wydarzyło jeśli chodzi o wesele, za to u nas calkiem sporo.

23 grudnia staraliśmy sie dotrzeć do Poznania, niestety załatwiła nas mgła na Heathrow-to chyba lekcja na przyszłość, by nie korzystać z tego lotniska, o ile nie lecimy w jakąś bardzo odległą podróż.

Placąc nie mało zarezerwowaliśmy ostatnie bilety na Air Berlin i busikiem pognaliśmy do Poznania (3,5h), skąd odebrał nas Marcin i chwała mu za to, bo inaczej wigilia zaczęłaby się w najlepszym wypadku o 20stej!

Tato strasznie się ucieszył, my też, chociaż nam wszystko przesunęło się o 1 dzień.

Pierwszy dzień świąt spędziliśmy odwiedzając moich sąsiadów- to już w zasadzie tradycja! Niestety Neil zaczął się źle czuć.

Drugi dzień świąt spedzilismy z krewnymi ze strony mojej mamy z Trzebosza-jeszcze raz sorki, ze film mi sie urwał i dzieki za wyrozumiałość!

27 grudnia pojechaliśmy do Poznania, by nadrobić zadania, ktorych nie udało mi sie zrealizować 24 grudnia-nowy paszport i kupno suknii ślubnej. Neil został oddany pod opiekę Ani Charzyńskiej (chwala jej za to), która musiała Neila zaciągnąć do lekarza- Ania- wielkie buzi za to!

28 grudnia o godzinie 5.40 wsiedliśmy do pociagu do Krakowa. O 14.00 odrbiliśmy optyka, o 15.00 stomatologa, a potem i ja paskudnie się poczułam i z desperacją szukałam lekarza…w końcu znalazl sie jeden w Zakopanym!

29 grudnia leżalam sobie w łóżku, gdy Neil i Dreszczyk śmigali na Szymoszkowej

30 grudnia wyprawiliśmy się na Krupówki- nafaszerowane ludzmi, naprawdę traumatyczne przeżycie.

31 grudnia i ja pośmigalam trochę na nartach, a Nowy Rok witaliśmy w składzie: Marcin&Martynka, Ja&Neil, Kasia&Krzysiu na polanie, skąd można było spokojnie podziwiać fajerwerki.

1 stycznia pojechaliśmy  spowrotem do Krakowa…trochę się pokręciliśmy i na samolot do domu!

Wszędzie dobrze, ale we własnym domku najlepiej- kwiatki nie umarły, wiewórka nie wyżarła wszystkich cebulek z doniczek….byle do wiosny, a wszystkim życzę Szczęśliwego Nowego Roku!